żyję >> czwartek, 8 stycznia 2009 16:19:15
żyję, nie ma tak dobrze;)
ASik
komentarze [1]zzz >> piątek, 24 października 2008 22:36:35
zzz...
ASik
komentarze [1]... >> niedziela, 10 sierpnia 2008 18:04:57
Hm... tak dla przypomnienia to ten blog będzie nadal istniał. chodźby dla linków. które nadal są co jakiś czas uzupełniane.
Nessa vel ASik vel cholera. muszę sobie wymyśleć nowy pseudonim
ASik
komentarze [1]zzz... >> piątek, 30 maja 2008 23:04:04
zzz...
ASik
komentarze [1]zzzz >> piątek, 30 maja 2008 23:01:55
zzz...
ASik
komentarze [0]... >> sobota, 22 marca 2008 16:03:06
...
ASik
komentarze [1]... >> sobota, 2 lutego 2008 00:15:09
...
ASik
komentarze [0]Linki >> niedziela, 25 listopada 2007 19:06:46
Ciągle zapominam tego napisać... Linki są, ale czasami jak były już używane na danym komputerze to ich kolor z niebieskiego zmienia się na czarny i wtedy ich nie widać. Wystarczy wtedy: ctrl + a i już je widać ;) a dużo ich jest, trzeba przyznać. Polecam ;)
ASik
komentarze [4]"Prawdziwa Moc Noira" + "Wszystko się może zmienić" >> niedziela, 25 listopada 2007 16:38:32
(jak widać są 2 tytuły, nie mogłam się zdecydować ;p)
Dobra, mam nadzieję, że Dmaryniadd się nie obrazi. Wklejam zakończenie bez betowania. Kiedy Dmaryniadd dostarczy mi poprawioną wersję od razu ją zmienie. Nie mogę pozwolić Wam dłużej czekać... (o ile jeszcze ktoś tu zagląda po tak długim czasie).
Zastanawiam się też nad jakimś prezentem na święta ;p
Miłego czytania ;)
_________
Szalała burza. W ciemności widać było tylko co jakiś czas błysk na niebie. Silny wiatr przechylał stare drzewa, które trzeszczały przy tym niebezpiecznie. Już od godziny bez ustanku padał deszcz. Nikt nie chciałby być w taką pogodę na dworze.
Jednak wąskął dróżką, po błocie szedł wysoki mężczyzna. Miał na sobie czarną szatę i zarzucony na głowę kaptur. Nie zwracał uwagę na strugi deszczu lecące z nieba, ciągle wpatrywał się w kałuże, które omijał. Nagle podniósł oczy i można było zobaczyć jego błyszczące, zielone oczy.
Harry Potter patrzył z małego wzgórza na miasteczko. Wszystkie domy wyglądały na zadbane. Widać było, że mieszkańcy żyją tu spokojnym, cichym życiem.
Harry westchnął i ruszył w kierunku, gdzie według Remusa stał jego dom. Starał się omijać wszystkie zabudowania. Nie chciał, żeby ktoś go zobaczył. Zapewne byliby zdziwieni, że ktoś obcy w taką pogodę kręci się w okolicy. Biorąc pod uwagę jego strój mogliby pomyśleć, że nie jest do nich przyjaźnie nastawiony. Poza tym musiał wszystko spokojnie przemyśleć. Minęło szesnaście lat od tragedii w Dolinie Godryka, a on dopiero teraz łaskawie wybiera się na grób rodziców. Czuł, że powinien być tu juz dawno. Tłumaczyło go jedynie to, że przecież nie miał kto go tu zaprowadzić. Nie miał nikogo...
Stanął przed niskim, obdartym płotkim.
-To tutaj.- szepnął do siebie.
Podniósł wzrok, patrząc przed siebie dziwnym wzrokiem. Przed nim, wśród wysokich drzew, niedaleko lasu, stało kilka ścian. To był jego dom. Teraz jest to tylko ruina. Przeskoczył przez płot, który zatrzeszczał nieprzyjemnie i podszedł w kierunku ruin.
Nagle zatrzymał się
Tutaj wszystko się zaczęło.
Tu miała być ich kryjówka.
Tu mieli być bezpieczni.
Tu miał rodzinę.
Tu był szczęśliwy.
Tu ich znalazł.
Tu najbardziej cierpieli.
Tu ich stracił.
Tu został naznaczony na całe życie.
Tu został Wybrańcem.
Tu powinno się wszystko skończyć.
Uśmiechnął się do siebie. Teraz to jest jego dom. Ma obowiązek dać mu przyszłość. Już postanowił.
Ruszył powolnym krokiem w stronę cmentarza, który zauważył ze wzgórza.
Wszedł przez dużą, zadbaną bramę. Znajdowało się tu kilkadzesiąt nagrobków. Harry wszedł w pierwszy lepszy rząd, szukając ich grobu. Po kilkunastu minutach w końcu go znalazł. Nie był zaniedbany. Czarna marmurowa płyta łączyła dwa groby.
Lily i James Potterowie
Żeby miłość trwała wiecznie...
Uklęknął obok. Po policzku spłynęły dwie łzy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nigdy za nimi nie płakał.
-Mamo, tato...- zaczął ochryple.- Przepraszam, że przyszedłem dopiero teraz... Wiele się zmieniło... Wiem już kim jestem... Wiem, co muszę zrobić... Mamo, tato... zabiję go dla was, za was... za wszystkich, których zabił... Za to, że mnie tak skrzywdził...- w zielonych oczach błysnęło cierpienie.- Teraz będę was często odwiedzał... Obiecuję... Tęskie za wami...- z oczu popłynęły kolejne łzy. Ramionami wstrząsnął zduszony szloch.
**
-Harry? Już wróciłeś?- Potter nadal wpatrywał się w okno, za którym było widać piękne, czyste niebo.- Cały czas pomagałem mamie w ogrodzie i nawet nie zauważyłem.- Ron zdziwony brakiem reakcji ze strony przyjaciela usiadł na swoim łóżku.- Harry... Jeśli chciałbyś porozmawiać to pamiętaj, że zawsze jestem.- powiedział spuszczając głowę.
Potter spojrzał na niego przeciągle. Po chwili na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.
-Wiem, Ron. Dziękuję.- oparł się plecami o ścianę.-Wiesz, to wszystko jest ciężkie. Zginęło już tyle osób... Teraz boję się o ciebie, Hermionę, Ginny...- na jego twarzy widać było skurcz bólu.- Jesteście najbardziej zagrożeni.- westchnął.
Potter miał w tym momencie ogromną ochote powiedzieć Weasley’owi wszystko o Bractwie Noirów. Już miał otworzyć usta, gdy w ostatniej chwili się powstrzymał. Nie powinien tego robić, wtedy byłoby zagrożone całe Bractwo. Musi jeszcze poczekać, jeszcze trochę.
W pokoju zapadła krępująca cisza. Nagle Ron jęknął i klepnął dłonią w czoło.
-Zapomniałem. Harry, kiedy cię nie było przyszedł do ciebie list.- wyjął z kieszeni trochę pogięty papier.
Podał go czarnowłosemu i cicho wyszedł z pokoju.
Harry zaciekawiony rozerwał kopertę.
Cześć, Harry!
Wiem, że zdziwisz się, że nie wysłałem Ci tego listu innym sposobem, ale jest on w pewnym sensie służbowy. Nie lubię papierkowej roboty, więc mam nadzieję, że przakarzesz tą informację swoim przyjaciołom. Nasza grupa dostała przydział do Hogwartu. Będziemy tam strażą. Wyjeżdżamy jutro o 17. Jestem zmuszony przez siły wyższe napisac Ci jeszcze, że jak chcesz to możesz wpaść koło 15 do mojego domu. Możesz przyjść ze znajomymi. Mieszkam na Terkler Street 2.
Jack
Uśmiechnął się do siebie. W końcu może poznać swoją prawdziwą rodzinę.
**
-Harry, naprawdę myślisz, że to dobry pomysł, żebyśmy jechali tam z tobą?- spytała po raz setny Hermiona zapinając swój płaszcz.
-Tak, uważam, że to jest jak najbardziej dobry pomysł, Hermiono.- mruknął lekko zdenerwowany.
-Ale my ich nie znamy, tak właściwie...- dodała jeszcze.
Harry podniósł głowę i spojrzał na nią zdziwiony.
-Ja tez ich przecież nie znam. Tylko Jack’a, ale też nie najlepiej. U Doubin’a spotkaliśmy się zaledwie dwa razy. Z czego nasza pierwsza rozmowa nie była zbyt przyjazna.- uśmiechnął się na to wspomnienie.- Poza tym jesteście moimi przyjaciółmi i będzie mi raźniej jak pójdziecie tam ze mną.
-Właśnie, Hermiono.- odezwał się Ron schodząc uśmiechnięty po schodach.- Fajnie, że wracamy do Hogwartu, nie? Nigdy bym nie pomyślał, że będę tak tęsknił za tym miejscem.
-Tak.- mruknął uśmiechnięty Harry.
-Harry, wysłałeś Ginny sowę, że dzisiaj przybędziemy do Hogwartu?
-Nie, stwierdziłem, że zrobię jej niespodziankę. Macie już wszystko?
Kiedy odpowiedziało mu gorliwe kiwanie głów, wyszli na podwórko przed Norę i teleportowali się na Terkler Street.
Harry rozglądnął się ciekawie naokoło. Przy ulicy stało około dwudziestu podobnych domków. Każdy z nich był zadbany, ale nie tak jak na Privet Drive. Widać było, że mieszkają tu czarodzieję. Była to jedna z nielicznych czarodziejskich ulic Londynu, które mugole uważali po prostu za dzielnice, gdzie mieszkają „dziwni”. Dlatego żadko się tu zapuszczali.
-To chyba tam.- mruknął Ron wskazując na mały, biały domek z dużą cyfrą dwa przy drzwiach.
Ruszyli w tamtym kierunku. Już po chwili Harry pukał w machoniowe drzwi z walącym sercem w piersi. Nie czekali długo, a drzwi się otworzyły. Zdziwiony Potter rozglądnął się, ale nikogo przed sobą nie zobaczył.
-Kim pan jest?
Spojrzał w dół. Wielkimi, błękitnymi oczami patrzyła na niego kilkuletnia dziewczynka. Miała śliczne, jasnobrązowe loczki i ubrana była w czerwoną sukienkę. W ręcę sciskała pluszowego hipogryfa.
Harry uśmiechnął się do niej przyjaźnie i klęknął na jedno kolano.
-Ty pewnie jesteś Ann?- zapytał.
-Tak.
-Miło mi cię poznać. Ja jestem Harry, Harry Potter...
-Wujek?- przerwała mu dziewczynka. Kiedy Harry pokiwał zdziwony głową, rzuciła mu się ufnie na szyję.
Zachowanie dziewczynki jeszcze bardziej zdziwiło Potter’a. Dziwnie się czuł przytulając do siebie tę malą dziewczynkę. Jednak wiedział już, że bardzo ją polubi. Wstał nadal trzymając na rękach dziecko i odwrócił się w stronę Rona i Hermiony, którzy również patrzyli na niego lekko zdziwieni.
-Ann, to są moi przyjaciele- Hermiona Granger i Ron Weasley.- zwrócił się do dziewczynki, która spojrzała ciekawsko na nich.
-Mogę do was mówić wujek i ciocia?- kiedy pokiwali głową uśmiechnęła się do nich.- Bo ja nigdy nie miałam wujków i ciociów.- na jej słowa wszyscy wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
-Co tam się dzieję? Ann, co ty znowu przeskrobałaś?- dobiegł ich głos z wnętrza domu.
Po chwili w drzwiach pojawiła się starsza kobieta. Miła ciemne, siwiejące już włosy. Na twarzy widać było kila większych zmarszczek. Podobnie jak Ann miała ciepłe, niebieskie oczy. Kiedy tylko zauważyła nieznajamych, zatrzymała się, a na jej twarzy pojawił się strach.
-Ciocia?- wyrwało się Harry’emu, który przyglądał się jej od dłuższej chwili.
-Harry!- krzyknęła kobieta przytulając go do siebie mocno, nie zwróciła nawet uwagi na wciąż uwieszoną jego szyji Ann. – Jak ty urosłeś.-otarła łzę spływającą jej po policzku.- Zresztą nic dziwnego, przecież nie widziałam cię 16 lat. A to zapewne twoi przyjaciele?- spojrzała na Rona i Hermionę stojących za nim z niepewnymi minami.
-Witam, nazywam się Mary Blair. Wejdźcie do środka.
Zaprowadziła ich do przestronnego salonu. Usiedli wygodnie na kanapie. Ann usadowiła się wygodnie na kolanach Harry’ego i patrzyła na niego zaciekawiona.
-Wiesz? Fajnie jest mieć wujka.- stwierdziła po chwili, na co Potter wybuchł śmiechem.- A czemu dopiero teraz do nas przyszedłeś?
-Wcześniej jakoś nie było okazji.
-Ale teraz będziesz nas częściej odwiedzać?
-Ann, nie męcz wujka. Jasne, że będzie częściej przyjeżdżać. Babcia go do tego zmusi.- powiedział uśmiechnięty Jack opierając się o framugę i patrząc na dziewczynkę.- Widzę, że już się zdążyłeś zapoznać z moją córką.
Harry zaśmiał się krótko.
-Kiedy wyruszamy do Hogwartu?
-Tak jak ci napisałem w liście, o17. W Hogsmeade ma czekać reszta grupy.- spojrzał ponuro na Rona i Hermionę, po czym usiadł wygodnie w fotelu naprzeciwko Pottera.
-Ach!- Harry trzepną ręką w czoło.- Musimy porozmawiać... Sami.- dodał.
Blair spojrzał na niego badawczo, pokiwał głową i nie przejmując się pytającym wzrokiem jego przyjaciół wyszli do gabinetu. Zamknął za sobą drzwi i spojrzał na Pottera.
-Stało się coś? Chodzi ci o Bractwo?
-W pewnym sensie...- zmieszał się trochę. Po czym opowiedział mu wszystko o przepowiedni i horkruksach. Skończył na decyzji Rady i spojrzał na niego niepewnie.
-Rozumiem.- powiedział zamyślony.- Trudno...- dodał po chwili ciszy.- Będę miał jeszcze mniej czasu, ale ktoś musi w końcu zniszczyć tego Gada.- spojrzał na zdziwionego Pottera, po czym obaj wybuchnęli śmiechem.- Chodźmy już lepiej, bo matka nie daruję mi jeśli nie zjesz jej piernika.- Harry wyszczerzył się do niego.
Przez najbliższe godziny rozmawiali radośnie przy kawie i cieście. Nawet Hermiona i Ron zdążyli się już rozluźnić.
-Dobra.- Jack spojrzał na duży zegar wiszący nad kominkiem.- Będziemy się już zbierać.
-Harry, wpadaj do nas często.- uściskała go Mary.- Wy oczywiście też.- uśmiechnęła się do Rona i Hermiony.
-Tak, wujek musi przychodzić często, żeby się ze mną pobawić.- dodała Ann, stając koło swojej babci i patrząc na nich ciekawie.
-Obiecuję, że następnym razem się z tobą pobawię.- uśmiechnął się do niej.- Może nawet ci coś przyniosę...- dodał szeptem, a oczy dziewczynki rozszerzyły się z nadzieją.
-Dobra, dobra. Potter, nie rozpuszczaj mi córki.- zaśmiał się Blair.- Do zobaczenia, mamo.- pocałował ją szybko w policzek, po czym schylił się do Ann, która natychmiast spochmurniała.
-No, nie martw się, Ann. Niedługo cię odwiedzę. Wiesz, że muszę jechać.- tłumaczył jej łagodnym głosem.
Dziewczynka pokiwała głową, a po jej policzkach spłynęło kilka łez. Jack przytulił ją mocno.
-Kocham cię, tatusiu.- mruknęła dziewczynka wtulając mokrą twarz w jego ramię.
-Ja ciebie też, mała.- przytulił ją mocniej, po czym odsunął się lekko.- Nie płacz już.- otarł jej mokra twarz i uśmiechnął się do niej lekko.- To do zobaczenia.- mruknął jeszcze i odwrócił się szybko, wychodząc z domu. Harry, Ron i Hermiona poszli za nim, machając do Mary i Ann stojących na progu.
-Możemy się tutaj aportować.- warknął Jack.
Widac było, że dobry humor już go opuścił. Harry podszedł do niego i położył mu rękę na ramieniu. Patrzyli na siebie chwilę w milczeniu.
-Masz rację.- mruknął.- Dobra, bo się spóźnimy. Aportujcie się pierwsi.- spojrzał na Rona i Hermionę, którzy kiwnęli głowami i zniknęli z cichym trzaskiem.
Po chwili to samo zrobili Blair i Potter. Pojawili się pod „Trzema Miotłami” . Stało tam już kilkanąscie osób, które natychmiast odwróciły się w ich stronę.
-Są już wszyscy?- spytał Blair, a kiedy zobaczył twierdzące kiwanie głową, dodał- To w takim razie wszyscy aportujemy się pod główną bramę Hogwartu.
Aurorzy drugiego stopnia natychmiast go posłuchali. Harry i Jack ponownie aportowali się ostatni, żeby nikt nie zauważył, że robią to bez charakterystycznego trzasku. Nie chcieli, żeby zadawano im niewygodne pytania.
Jack wyjął z kieszeni szaty długa różdżkę i machnął nią szybko. Przed nimi pojawił się ogromny, srebrny sokół, który poszybował w stronę chatki Hagrida. Po chwili zobaczyli ogromną postać idąca w ich stronę.
-Cholibka, myślałem, że będziecie trochę wcześniej.- powiedział do nich Hagrid otwierając przed nimi bramę.- Kolacja już się zaczęła, ale pani psor już wie, że właśnie przybyliście.
-Witaj, Hagridzie.- przywitał się Harry przechodząc koło olbrzyma.
-Harry? Cholibka, nie pomyślałem, że tu będziesz. I wy też?- spojrzał zdziwiony na podchodzących do niego Rona i Hermionę.- Dobrze znów was widzieć.- uśmiechnął się do nich radośnie.- Hogwart bez was to już nie to samo.- dodał smętnie.
Weszli do zamku, gdzie zatrzymał ich Jack przez zamknięte drzwi wielkij Sali dochodził do nich gwar, który zawsze towarzyszył posiłkom w Hogwarcie.
-Załużcie kaptury.- spojrzał na zdziwione twarzę.
Harry jako jedyny zachichotał cicho.
-No już! Nie patrzcie się tak na mnie.- dodał ostrzejszym tonem. Spojrzał przeciągle na Pottera i uśmiechnął się wrednie, na co Harry zareagował szerokim uśmiechem.
Wszyscy zarzucili na twarz kaptury swoich czarnych szat, a następnie weszli za Jack’iem do Wielkiej Sali. Natychmiast rozmowy ucichły i wszyscy się w nich wpatrywali. Niekórzy patrzyli na nich z ciekawością, ale większość ze strachem. Harry zauważył, że w tym roku do szkoły powróciło o wile mniej uczniów niż zwykle. Dużo miejsc przy każdym stole było wolne. Najwięcej jednak przy stole Slytherinu. Tam siedziało zaledwie kilkanaście osób.
Kiedy stanęli przed stołem nauczycielskim Potter spojrzał szybko na Gryfonów. Po chwili zauważył Ginny patrzącą na nich ze zdzwieniem.
-Witam, pani dyrektor.- odezwał się Jack.- Dowodzę grupą najlepszych aurorów drugiego stopnia. Zostaliśmy przydzieleni do ochrony Hogwartu.
-Tak, wiem. Dostałam list od Pana Ministra.- patrzyła na nich nieprzychylnie. po chwili jednak zwróciła się do uczniów.- Jak słyszeliście od dzisiaj szkoła ma dodatkową ochronę. Niektórych aurorów drugiego stopnia zapewno znacie, jednak radzę nie wchodzić im w drogę. Macie się ich słuchać. Byłabym również wdzięczna gdyby pan przedstawił swoją grupę.- ponownie zwróciła się do Jacka’a.
-Oczywiście.- mruknął ściągając kaptur.- Nazywam się Jack Blair i jestem dowodzącym.
Przedstawiał po koleji wszystkich członków grupy.
-Ron Weasley.- Ron ściągnął kaptur i rozejrzał się po sali. Kilka osób zaczęło szeptać.
-Hermiona Granger- dziewczyna uśmiechnęła się do nich niepewnie.
-I oczywiście Harry Potter.- Harry ściągnął kaptur na co kilka osób wydało z siebie zduszony okrzyk zdumienia.- Będzie on moim zastępcą.- spojrzał na zdziwionego Pottera i uśmiechnął się do niego ironicznie.
-Dobrze, możecie usiąść przy wybranym stole.- powiedziała McGonagall, a na jej twarzy również można było zauważyć zdziwienie.
Harry ruszył w stronę stołu Gryffindoru szukając wzrokiem swojej dziewczyny, ale nie zauwazył jej na miejscu, gdzie siedziała ostatnio. Zdążył zrobić tylko jeden krok jak coś się na niego rzuciło. Przwrócił się na ziemie z głośnym trzaskiem. Wszyscy znajdujący się na sali odwrócili się w jego stronę.
-Czemu mi nie napisałes, że będziesz w Hogwardzie?- usłyszał zbulwersowany głoś swojej dziewczyny, która patrzyła na niego z ognikami w oczach wziąż siedząc na nim okrakiem.
-To miała być niespodzianka. Sam się dowiedziałem kilka dni temu. – wyszczerzył do niej zęby.
Dziewczyna patrzyła na niego przez chwilę, zastanawiając się nad czymś. Po chwili jednak zaśmiała się perliście i pocałowała go prosto w usta. Harry oddał pocałunek i przytulił ją do siebie mocno.
Nagle usłyszeli nad sobą chrząknięcie. Spojrzeli w góre i ujrzeli poważnego Jack’a. Harry zauważył, ze w jego oczach kryje się rozbawienie.
-Panie Potter, zdaje pan sobie sprawę, że leży pan na środku Wielkiej Sali całując się z ta piękną uczennicą przed wszystkimi uczniami i nauczycielami. A to wszystko w godzinach pracy.- dodał ironicznie.
Widząc jego poważną minę Harry wybuchł niepohamowanym śmiechem, a po chwili dołączył do niego Jack.
-A mówiąc na serio to może byś mnie predstawił, mój drogi kuzynie.- uśmiechnął się do niego.
-Jasne. Trzeba było tak od razu. Ginny...- spojrzał na swoją dziewczynę, która patrzyła na niego nie rozumiejąc o co chodzi.- To jest Jack Blair, jak już zresztą wiesz. Mój dowódca, przyjaciel i...
-Teraz by się przydały fanfary.- mruknął Jack przerywając mu, przez co Harry spojrzał na niego z politowaniem.
-I mój kuzyn w jednym.- skończył.
-Co? Harry, przecież ty nie masz żadnej rodziny prócz Dursley’ów.- krzyknęła zdziwiona dziewczyna.
-Tez tak myślałem. Niedawno Jack mi powiedział, że jego matka jest kuzynką mojego ojca. Czyli wychodzi na to, że mam kuzyna, ciocię i co najważniejsze jestem wujkiem.- wypiął się przy tym dumnie, na co Jack prychnął głośno.
-Może siądźmy w końcu?- zapytał Harry gromiąc Blair’a wzrokiem.
Ruszyli w stronę stoły Gryffindory i zajęli miejsca przy siedzących już Ronie i Hermionie. Nadal cała sala patrzyła na każdy ich ruch szeptając. Nagle Harry odwrócił się i zgromił wszystkich wzrokiem.
-Byłbym wdzięczny gdybyście pozwolili mi spokojnie zjeść.- powiedział na tyle głośno,żeby wszyscy usłyszeli. Większość osób natychmiast odwróciło wzrok i przestało pokazywać go sobie palcami.- Dziękuję.- dodał i usiadł.
**
(tutaj Hermiona, Ron, Jack i Harry wyruszyli na pierwsze poszukiwania horkruksów. Znaleźli tylko kielich Helgi. Zniszczyli go z trudem.)
**
Zaczął się kwiecień. Śnieg zdąrzył już całkowicie stopniećna błoniach i spod niego wyrastała świeża, zielona trawa. Uczniowie zaczęli cieszyć się piękną pogodą przesiadując całe popołudnia nad jeziorem.
Właśnie trwało śniadanie i wiekszość uczniów, jak i ochrony Hogwartu siedziało przy stołach w Wielkiej Sali zajadając się przysmakami przygotowanymi przez szkolne skrzaty. Przy stole Gryffindoru siedział czarnowłosy młodzieniec z zastanowieniem wpatrując się w ścienę przed sobą. Był tak zamyślony, że nie zauważył nawet, kiedy usiedli przy nim jego przyjaciele.
-Harry, stało się coś?- spytała się Hermiona przyglądając mu się z zaciekawieniem.
-Co?- spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem.- Przepraszam, Hermiono. Trochę się zamyśliłem.
-Zdąrzyliśmy zauważyć.- mruknął Ron nakładając sobie na talerz udko kurczaka.- Wiesz, stary. Jak coś cię gryzię to zawsze możesz nam powiedzieć.
-Nie, to nic takiego. To znaczy...- chrząknął.- Ginny ma dzisiaj urodziny.
-Co?!- krzyknął Ron.- Serio? Zupełnie zapomniałem.- odparł zmieszany.
Hermiona zgromiła go wzrokiem.
-Ron, przecież to twoja siostra. Powinieneś pamiętać o jej siedemnastych urodzinach. Zresztą nieważne.- westchnęła.- Masz już dla niej jakiś prezent?- znowu spojrzała na Pottera.
-Tak.- skrzywił się.- Ale nie wiem czy jej się spodoba.
-Co się komu spodoba?- zapytała się Ginny całując go w policzek i siadając koło niego.
-Eee...- Harry spojrzał błagającym wzrokiem na Hermionę.
-Harry kupił nowe przysmaki dla sów i zastanawia się czy Hedwidzę będą one smakować.- powiedziała dziewczyna bez mrugnięcia okiem.
Ron zakrztusił się sokiem dyniowym i Harry musiał go klepnąc w plecy.
-Ach, tak...- popatrzyła na nich podejrzliwie i ugryzła tosta nadal nie spuszczając z nich wzroku.
-Ginny...- Harry wziął głęboki wdech.- Chcę ci coś pokazać.- wstał i złapał ją za rękę.
-Teraz?- zdziwiła się.- Ale jeszczenie zjadłam.
-Nie szkodzi.- pociągnął ją do drzwi odprowadzany wzrokiem Hermiony i Rona.
-Harry, gdzie mnie prowadzisz?- spytała Ginny, gdy zaczęli wspinać się po schodach.
-To niespodzianka.- uśmiechnął się do niej.
Przez cała drogę Ginny patrzyła się tylko na niego podejrzliwie. Wreszcie doszli na siódme piętro i Harry przeszedł trzy razy przed ścianą mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem. Po chwili w ścianie pojawiły się drzwi. Potter otworzył je i wpuścił Ginny.
Dziewczyna zatrzymała się z cichyn okrzykiem zdumienia. Potter zamknął za sobą drzwi i spojrzał niepewnie na Ginny.
Pokój Życzeń zamienił się w ogromną polanę, którą porastała zielona trawa i kilka rodzajów kwiatów. Z boku pojawił się mały strumyczek otoczony kamieniami. Po ścianach pokoju pięły się krzaki czerwonych róż, dzięki którym w całym pomieszczeniu czuć było ich zapach. Na samym środku, pod drzewem rozłożony był duży, biały koc, na którym stał koszyk z jedzeniem.
-Tu... Tu jest przepięknie.- westchnęła Ginny rozglądając się wokół.
-Podoba ci się?- zapytał niepewnie Harry.
-Oczywiście.- spojrzała na Pottera i przytuliła się do niego mocno.- Dziękuję.
-Chodź.- pociągnął ją w stronę koca.- Przecież jesteś głodna- uśmiechnął się do niej radośnie.
Usiadł na kocu, a Ginny usadowiła się tak, że wtulała się w niego. Po zjedzeniu pysznego śniadania siedzieli objęci w całkowitej ciszy. Żadne z nich nie chciało zmącić tej chwili. Wreszcie mogli zapomnieć o tym, co znajduje się poza tym pokojem, o wojnie. Teraz cieszyli się tylko swoją obecnością. Oboje czuli się naprawdę szczęśliwi.
-Ginny...- szepnął Harry, a kiedy dziewczyna na niego spojrzała wujął z kieszenia małe opakowanie.- To dla ciebie.
Weasley otworzyła je i wypuściła ze świstem powietrze.
-Harry... to... to jest piękne.- wyjęła srebrny naszyjnik z zawieszką w kształcie serca, na którym wyryte były ich inicjały.- Nie musiałeś.
-Ale chciałem.- pocałował ją delikatnie i założył naszyjnik na szyję.- Wszystkiego najlepszego.- musnął ją w szyję.
Dziewczyna odwróciła się do niego i spojrzała w oczy z miłością.
-Kocham cię, Harry. Nawet nie wiesz jak bardzo...- szepnęła.
-Ja ciebie też.- pocałował ją mocniej.
Nawet nie wiedzieli kiedy wylądowali na kocu całując się namiętnie. Harry zaczął już rozpinać sweter Ginny, kiedy się opamiętał. Oderwał się od niej z trudem i spojrzał niepewnie w oczy.
-Ginny... Ja mogę poczekać.- szepnął.
-Nie. Kocham cię, Harry i chcę tego.- pocałowała go znowu.
**
(tutaj Ron, Hermiona, Jack i Harry wyruszyli na kolejne poszukiwania horkruksów. Znaleźli je i z niemałym trudem zniszczyli. Zostały już tylko dwa- Nagini i sam Voldemort.)
**
Harry ponownie znalazł się w ciemności. Znowu zobaczył przed sobą białego feniksa. Już go to nie dziwiło. Ponownie próbował się wsłuchać w to, co mówi. O dziwo, tym razem rozległ się donośny głos.
-Harry Potterze, następco Merlina, niedługo posiądziesz swoje dziedzictwo i ukarzesz moc... Prawdziwą moc Noira... Ja ci pomogę w pokonaniu zła... Pamiętaj o silę serca... tylko ona może ci pomóc...
Pottera ogarnęła mgła, a feniks zniknął.
Harry obudził się na swoim łózku w dormitorium, które dostali jako ochrona Hogwartu od McGonagall. Przetarł spocone czoło.
O co chodziło feniksowi?
**
Harry siedział właśnie ze wszystkimi Weasley’ami w kuchni w Norze. Profesor McGonagall pozwoliła im pojechać na weekend do Nory, żeby mogli odpocząć. Jedli właśnie obiad. Każdy z kimś radośnie rozmawiał. Przybyli nawet Remus z Tonks. Harry jednak dziwnie się czuł. Wydawało mu się, że niedługo coś się stanie. Jego niepokój wzmacniały słowa feniksa, które ciągle dźwięczały mu w głowie.
Jego wzrok padł na Ginny. Siedziała z boku i z nikim nie rozmawiała. Była bardzo blada. Harry zaczął się o nią martwić. Już od kilku dni chodziła męczona i nie chciała mu powiedzieć co się stało.
Nagle przed nim pojawił się biały płomień, który zaczął się powiększać. Już po chwili znikł, a na stół zaczęła opadać mała karteczka. Harry, nie zwracając uwagi na zdziwione krzyki złapał karteczkę w locie.
Harry,
natychmiast teleportuj się do zamku. To bardzo ważne! Powiedz im, że wszystko wytłumaczysz jak wrócisz.
Doubin
Harry czytając list coraz bardziej marszczył brwi. Kiedy doszedł do ostatniego słowa list spalił się w jego rękach białym płomienie. Usłyszał krzyk pani Weasley. Spojrzał po wszystkich zgromadzonych w kuchni.
-Muszę iść.- powiedział i wstał energicznie z krzesła.
-Harry...- odezwał się Lupin.
-Obiecuję, że wytłumaczę wam wreszcie wszystko jak wrócę.- spojrzał na nich przepraszająco.
Nieprzejmując się niczym teleportował się do zamku. Ostatnie co widział to zdziwone i przerażone oczy wbite prosto w niego.
Pojawił się przed ogromnymi, białymi drzwiami. Teraz były one otwarte, a ze środka dochodził gwar rozmów. Harry szybo machnął ręką i zmienił swoją szatę na czarną ze srebrną błyskwicą na plecach. Wszedł do pomieszczenia i ruszył w strone stoły Błyskawic. Wzrokiem wyszukał Jack’a i usiadł koło niego.
-Wiesz może o co chodzi?- zapytał.
-Nie. Dopiero przybyłem.
-Proszę o ciszę!- rozległ się donośny głos od bordowego stoły Rady. Stał za nim Najwyższy z Rady. Na jego twarzy widać było zdenerwowanie. Kiedy wszyscy się uciszyli przemówił ponownie.
-Zebrałem was tutaj, ponieważ nadszedł czas ostatecznej walki.- na sali nadal panowała niczym niezmącona cisza. Wszyscy utkwili swój wzrok w Najwyższym, słuchając go z zapartym tchem.- Dzisiaj nasze Bractwo się ujawni. Z zaufanego źrodła wiemy, że o północy Voldemort ze wszystkimi poplecznikami zaatakuje Londyn. Zaraz poinformujemy Ministerstwo. Wiecie jednak, że aurorzy nie poradzą sobie z liczną armią Voldemorta. Dlatego nadszedł czas, żebyśmy się ujawnili. Proszę też o przeniesienie do zamku swoich rodzin, które nie będą walczyć. Będą tu bezpieczne. Każdy członek Rady otrzyma własne kwatery, które są już przygotowane. Możecie swoim najbliższym powiedzieć wszystko o Bractwie. Powiadomimy was, kiedy przyjdzie na to czas.- zakończył.
Na sali nadal panowała cisza. Harry popatrzył na Jack’a, który odwzajemnił spojrzenie. Wstali w tym samym momencie i nie przejmując się nikim wyszli z sali.
-Do zobaczenia.- mruknął Potter.
Blair kiwnął tylko głową i teleportował się szybko. Harry zrobił to samo i natychmiast pojawił się w kuchni Weasley’ów. W pomieszczeniu nadal siedziała cała rodzina oraz Lupin i Tonks. Widać było, że przed chwilą o czymś rozmawiali. Harry domyślał się, że zapewne o jego dziwnym zachowaniu.
-Harry!- krzyknęła Ginny, która jako pierwsza go zauważyła.
Wszyscy spojrzeli na niego wyczekująco. Kiedy tylko zauważyli w jakim jest stroju, jeszcze bardziej się zdziwili.
Usiadł ciężko na swoim krześle i spojrzał na nich smutno.
-Harry, co się stało? Co się z tobą dzieje?- spytał Lupin przyglądając się mu badawczo.
-Pamiętacie moją moc z wakacji? Tą, która uratowała życie Ginny i potem rzekomo znikła?- zapytał.
-Oczywiście.- pokiwał głową Remus.
-Rzekomo?- wtrąciła się Hermiona.
Popatrzył na nich smutno.
-LIBERTAS.-powiedział donośnie, a między jego palcami pojawiły się dobrze widoczne, białe błyskawice.
-A-ale jak?- spojrzał na niego Remus z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.
-Nie ukazała się, kiedy mnie zaatakowałeś, bo podświadomie wiedziałem, że nie chcesz mi zrobić krzywdy. Jednak nadal byłem ciekawy co to jest, więc zacząłem przeszukiwać książki. Znalazłem o niej krótkną informację i dowiedziałem się, że więcej może o niej wiedzieć Trybeliusz Doubin. Właśnie dlatego do niego wyruszyłem.- zamilkł na chwilę.- Doubin wytłumaczył mi wszystko. Powiedział, że jestem Noirem, tak samo jak on.
-Co?!- pani Weasley nie wtrzymała.
-Proszę, nie przerywajcie mi, nie mamy zbyt dużo czasu.- mruknął.- Noir to osoba, która różnymi ustawieniami rąk potrafi wysłać silne zaklęcie, umie też bez problemu magię bezróżdżkową. Nasze promienie zawszę są białe. Tylko jedno zaklęcie ma czarny kolor...- spojrzał na Hermionę.-... zabijające. Widzieliście je. Zabiłem nim Bellatriks nawet o tym nie wiedząc, podczas wybuchu mocy. Doubin opowiedział mi również o Bractwie Mocy, które zrzesza wszystkich Noirów.
-To jest ich więcej?- wyrwało się Ronowi.
-Oczywiście. Jest nas więcej, Ron.- uśmiechnął się do niego stawiając nacisk na słowo „nas”.- Założycielem Bractwa był Merlin i...- zastanowił się czym powiedzieć im wszystko, poczuł jednak, że powinien. Nie zwrócił uwagi na zdziwione okrzyki, tylko kontynuował dalej.- Przez pół roku uczyłem się u Doubina, a potem nadszedł czas na inicjację. Noirowie dzielą się na zwykłych Noirów i na Błyskawice, do których zostałem przydzielony.
-Czym oni się różnią?- spytała zdziwiona Hermiona.
-Błyskawice mają więcej mocy niż zwykli Noirowie i jest ich o wiele mniej.- odpowiedział, po czym kontynuował.- Istnieje również Rada Najwyższych, czyli 10 Najlepszych i Najmądzejszych Błyskawic. Należą do nich między innymi Doubin i Broomstick.- spojrzał na Ginny, która zbladła.- Najwyższy z Rady z pomocą całej Rady dowodzi Noirami. Ale... powinienem wam coś jeszcze o mojej inicjacji powiedzieć.- chrząknął.- Był ona trochę inna. W jej czasie pojawił się duch Merlina. Powiedział, że jestem niezwykły. Wybrał mnie...-wziął głęboki wdech.- Przez przepowiednie, ogromną miłość mojej matki, to, że jestem ostatnim dziedzicem Gryffindor’a i to, że nadal potrafię kochać wybrał mnie na swojejgo dziedzica.- spojrzał na nich niepewnie.
Wszyscy patrzyli na niego jakby miał zaraz powiedzieć, że to tylko żart.
-James był dziedzicem?- spytał słabo Lupin.
Harry tylko pokiwał głową.
-Harry...- odwrócił się do Ginny.- Ale dlaczego mówisz nam to dopiero teraz? Dlaczego nie wcześniej?- spojrzała na niego smutno.
-Przepraszam, ale nie mogłem wam powiedzieć. Bractwo działało w ukryciu. Dopiero na dzisiejszym spotkaniu Najwyższy powiedział, że możemy wszystko wytłumaczyć najbliższym.- popatrzył na nich przepraszająco.
-Dlaczego pozwolił wam akurat teraz?- zapytał Remus.
-Voldemort.- syknął ze wstrętem, a kilka osób się wzdrygnęło.- Dzisiaj zaatakuje Londyn. To będzie ostateczna walka. Bractwo się ujawni, a ja wreszcie będę mógł to skończyć.
-Jak to zaatakuje? Jesteś pewny?- niemal krzyknął pan Weasley.
-Tak, Bractwo ma swoich szpiegów wszędzie gdzie trzeba. W Hogwardzie był Broomstick, a w Zakonie ta dziewczyna, która była na zabraniu, kiedy mieliśmy przystąpić do Zakonu.
W pomieszczeniu zapadła cisza.
-Harry, to przez Bractwo nie chciałes przystąpić do Zakonu?- zapytała Tonks, a Harry kiwnął tylko głową.
-Lepiej, żebyście wiedzieli...- odezwał się po chwili Potter.- Wiecie kim jest Jack Blair?- zapytał tych, którzy nic jeszcze nie wiedzieli o jego nowej rodzinie.
-Tak.- odezwała się Tonks.- Jest bardzo dobrym aurorem i z tego, co wiem dowódcą twojej grupy.
-Tak, ale prócz tego jest też moim kuzynem.
-Kuzynem?- krzyknęła pani Weasley.
-Tak, mam ciocię, kuzyna i jestem wujkiem.- uśmiechnął się.
-Ale... Dumbledore nic nie mówił.- odezwał się zszokowany Lupin.
-Bo o tym nie wiedział.- odparł Harry.- Mary, matka Jack’a była kuzynką mojego taty.
-Kiedy się o tym dowiedziałeś?- zapytał Remus.
-Zaraz po ogłoszeniu wyników w Ministerstwie, czyli kilka miesięcy temu.
-Czemu nam o tym wcześniej nie powiedziałeś?- spytał się pan Weasely.
-Sam nie wiem.- przetarł zmęczone oczy.- Powiedziałem Ronowi, Hermionie, a potem Ginny. Jednak nie wszystko im powiedziałem. Jack jest tak samo jak ja Noirem. Miał ze mną inicjacje.
Ron i Hermiona spojrzeli na niego zdziwieni, a Ginny zbladła jeszcze bardziej.
-No... To chyba wszystko...-westchnął.- Nawet nie wiecie jak bardzo chciałem wam to wszystko powiedzieć.- pokręcił głową.- Ach... Pani Weasley, pani nie będzie walczyć z Zakonem?- spytał Harry.
-Nie.- odpowiedziała tylko nadal przetrawiając informacje Harry’ego.
-Hermiona, Ron wy pewnie nie dacie się przekonać?
-Jasne, że ne, stary.- powiedział pewnie Ron.- Walczymy.
-Fleur, a ty?- zwrócił się do żony Bill’a
-Nie, ja nie ‘Arry.- odparła cicho.
-W takim razie pani Weasley, Fleur i Ginny będą bezpieczniejsze w moich kwaterach w zamku Bractwa.
-Ale Harry...- odezwała się Ginny wstając.- Ja chcę walczyć.
-Ginny...- spojrzał na nią.- Wiesz o przepowiedni. Voldemort będzie chciał mnie zniszczyć za wszelką cenę. Nie chcę, żeby wykorzystał ciebie by mnie zdobyć.
-Ale będę uważać... Byłam w GD...
-Nie, Ginny. Zrozum, nie chcę stracić kolejnej osoby, która kocham. Tego już nie zniosę.- spojrzał jej w oczy. Po chwili rudowłosa kiwnęła głową.
-W takim razie, możemy wszyscy przenieść się do zamku. Tam poczekamy na rozpoczęcie walki.- wszyscy pokiwali niepewnie głową.
-Harry, jak się tam dostaniemy?- spytała Hermiona wstając.
-Złapcie się wszyscy za ręce. Ja was przeniosę.
-Ale to niemożliwe. Nie przeniesiesz takiej ilości, Harry. Od takiej próby można zginąć!- prawie krzyknęła Hermiona.
-Hermiono, jestem Noirem. Nic mi się nie stanie. Zaufajcie mi.- dodał.
Wszyscy niepewnie złapali się za ręce. Harry zamknął oczy i skupił się na kwaterach Harry’ego Pottera w zamku Bractwa. Po chwili znikli i pojawili się w dużym salonie. Znajdowała się w nim biała sofa, kilka foteli i mały stolik na środku. Harry zauważył też ładny kominek z czerwonej cegły i obraz białego feniksa. Patrzył przez chwilę na niego, po czym usiadł na pierwszym lepszym fotelu.
-Usiądźcie.- powiedział do reszty, która nadal stała i rozglądała się wokół.
Po chwili usłyszeli ciche pukanie. Zdziwiony Harry wstał i otworzył białe drzwi, na których był wyrzeźbiony feniks.
Za drzwiami ujrzał uśmiechniętego Jacka, który trzymał na rękach Ann, a koło niego stała jego matka.
-Cześć. Właśnie dowiedziałem się, że przybełeś. Możemy wejść?- spytał.
-Jasne.- uśmiechnął się do nich.- Dzień dobry, ciociu.- zwrócił się do Mary, która uśmiechnęła się do niego blado.- Cześć, Ann.- uśmiechnął się do dziewczynki.
-Cześć, wujek.- uśmiechnęła się dziewczynka i wyciągnęła do niego ręce.
Potter spojrzał niepewnie na Blair’a, ale gdy zobaczył jego rozbawiony wzrok wziął dziewczynkę na ręce.
-To wchodźcie.- otworzył szerzej drzwi.
Jack i jego matka przywitali się z wszystkimi i usiadli na wolnych miejscach. Harry posadził sobie małą Ann na kolanach.
-Wujek też potrafi zrobić błyskawice?- spytała patrząc na niego niebieskimi oczami.
-Tak, potrafię.- odpowiedział rozbawiony.
-Ja tez będę umiała?
-Nie wiem. Zobaczymi za kilkanaście lat.- spojrzał na Jack’a i uśmiechnął się do niego.
Kątem oka zauważył jak bardzo blada Ginny przypatruje się jemu i Ann.
-Dostałeś jakąś wiadomość?- spytał się Blair poważniejąc.
-Nie, nic...
W pokoju zrobiło się cicho. Siedzieli tak przez pewien czas. Każdy był zatopiony w swoje myśli. Co jakiś czas tylko Jack i Harry wymieniali między sobą spojrzenia.
Nagle przed Potter’em i Blair’em pojawiły się białe płomienie, które po chwili zamieniły się w karteczki.
Harry wymienił spojrzenie z kuzynem i obaj złapali kawałki papieru.
Harry,
za pół godziny wszyscy mają się spotkać w holu. Masz jeszcze trochę czasu na pożegnanie...
Doubin
Harry zbladł i spojrzał na przyjaciół.
-Będziemy musieli już iść.- powiedział dziwnym głosem.
-W takim razie my musimy się porozumieć z resztą Zakonu.- mruknął Remus i podszedł do Pottera.- Uważaj na siebie, Harry.
-Ty też.- uśmiechnęli się do siebie po czym Lupin zniknął z trzaskiem.
Po krótkim pożegnaniu to samo zrobiła Tonks, pan Weasley, Charlie, Bill i bliźniacy.
-Stary, będziemy niedaleko. Wiem, że potrafisz to zrobić.- powiedział Ron, po czym uściskał go po męsku i teleportował się.
-Harry.- podeszła do niego Hermiona. Zauważył, że w oczach ma łzy.- Wierzę w ciebie.- przytuliła go i znikła.
Harry podszedł do zapłakanej pani Weasley, która przytuliła go kilka razy. Następnie pożegnął się z ciotką i Ann. Spojrzał na Ginny, która stała obok ze spuszczoną głową. Podszedł do niej i przytulił ją mocno. Usłyszał szlochanie, a jego sztata bardzo szybko zaczęła się robić mokra.
-Ginny, kocham cię.- szepnął.
Dziewczyna przestała na chwilę płakać i spojrzała na niego smutno.
-Harry, ja...- wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie.- Ja też cię kocham, Harry.- pocałowała go, a on oddał pocałunek. Oboje starali się włożyć w niego całą swoją miłość.
-Harry.- odezwał się Jack stojący przy drzwiach.
-Do zobaczenia.- uśmiechnął się wychodząc.
Szli przez korytarze w ciszy. Każdy myślał o czymś innym. Nagle usłyszeli za sobą kroki. Potter odwrócił się szybko i zobaczył zdyszaną Ginny biegnącą w jego stronę.
-Ginny? Co ty tu robisz?- spytał zdziwiony, gdy do nich dobiegła.
-Muszę ci coś powiedzieć.- spojrzała niepewnie na Jack’a.
-Poczekam na ciebie za zakrętem.- zwrócił się do Harry’ego i odszedł.
Kiedy tylko zniknął im z pola widzenia, Potter znowu spojrzał na swoją dziewczynę. Z jej oczu leciały łzy.
-Ginny, stało się coś?- spytał łagodnie.
-Harry... Ja... Ja muszę ci to powiedzieć...- zaczęła krztusząc się łzami.- Ja... Jestem w ciąży, Harry.- skończyła patrząc w swoje buty.
Świat zawirował mu przed oczami. W ciąży? Będzie ojcem? Teraz? Przecież nawet nie wie czy wróci z tej walki cały. Poza tym są za młodzi. Jak jego zabraknie, jak ona sobie poradzi? Nie może jej tak zostawić.
Oparł się plecami o najbliższą ścianę i spojrzał na swoją dziewczynę. Wziął głęboki wdech.
-Ginny...- odezwał się po chwili zachrypniętym głosem, podszedł i przytulił ją mocno.- Kocham cię. Kocham ciebie i...-zająkał się.- i nasze dziecko.- podniosła głowę i spojrzała na niego zdziwiona.- Mam dla kogo żyć. Wrócę, obiecuję ci to. Wtedy wszystko się ułoży. – pocałował ją delikatnie.
-Harry... Myślałam, że będziesz zły... że nie będziesz chciał tego dziecka.- przytuliła się do niego mocno.
-Ginny, chcę go... Chociaż to jest trudne... Jest nasze i tylko nasze.- uśmiechnął się do niej.- Wrócę. Obiecuję.- dodał i pocałował ją jeszcze raz.- Musze już iść.
Kiwnęła głową. Potter ruszył w stronę zakrętu, za którym miał czekać na niego Blair. Odwrócił się jeszcze raz i zobaczył Ginny, która powolnym krokiem ruszyła w stronę jego kwater.
-Stało się coś?- usłyszał głos kuzyna.- Jesteś strasznie blady.
-Będę ojcem.- powiedział tylko.
Zapadła cisza.
-Teraz to ja będę wujkiem.- wyszczerzył się po chwili Blair.
Harry spojrzał na niego zdziwiony i ze śmiechem pokręcił głową. Po chwili jednak spoważniał.
-Jack... Jakby coś mi się stało... Wiesz, jakby Voldemort mnie zabił.- spojrzał na niego.- Pomożesz im? Ginny i mojemu dziecku?
-Oczywiście, w końcu to prawie moja rodzina.- uśmiechnął się do niego, ale Harry zauważył w jego oczach smutek.
Ruszyli w stronę halu. Tam zebrana była już większa część Bractwa. Odnaleźli wzrokiem Doubina, który stał niedaleko Błyskawic i natychmiast do niego podeszli przepychając się orzez tłumy Noirów. Harry nawet nie wiedział, że Bractwo ma tylu członków. Znajdowały się tu osoby w różnym wieku, od trzydziestolatków w sile wieku do starych czarodzieji z długimi, siwymi brodami. Harry oczywiście wiedział, że jest najmłodszym Noirem w historii, ale to nie zmieniało faktu, że dziwnie czuł się w tym towarzystwie.
-Harry, Jack...- powiedział Doubin, gdy do niego podeszli.
Potter zauważył, że jest on trochę zdenerwowany. Narzucił na twarz swoją zwykłą maskę obojętności, ale Harry podczas pół rocznej nauki zdążył go dobrze poznać.
-Kiedy zaczynamy?- spytał.
-Zaraz.- mruknął patrząc na coś nad głową Harry’ego.
Potter odwrócił się w tamtą stronę i zobaczył stojącego przy drzwiach Najwyższego. Ubrany był w swoją czerwoną szatę.
-Proszę o ciszę.- po holu rozległ się jego wzmocniony zaklęciem głos. Natychmiast wszystkie rozmowy ucichły i Noirowie zwrócili się w jego stronę.- Każdy członek Rady weźmie część Błyskawic i reszty Noirów i będzie nią dowodził. Proszę się ustawić przed dowódcą.- przez chwilę w holu panował rozgardiasz.
-Harry, Jack, wy będziecie w mojej grupie.- mruknął Trybeliusz i ruszył zebrać jeszcze kilkadziesiąt innych osób.
Kiedy wszyscy byli już odpowiednio przydzieleni i ustawieni po sali ponownie rozniósł się głos Najwyższego.
-Teraz aportujemy się na obrzeża Londynu. Za kilkanaście minut powinna rozpocząć się walka. Znajdują się tam już aurorzy z Ministerstwa i Zakon Feniksa.- zakończył.
Po chwili wszyscy aportowali się w ciszy. Harry rozglądnął się wokół. Przed nim znajdowała się olbrzymia, pusta łąka. Kiedy się odwrócił zauważył w dali łunę Londynu. W niewielkiej odległości od jego grupy stało kilkudziesięciu aurorów, a obok nich członkowie Zakonu Feniksa. Harry zobaczył Remusa, który spojrzał w ich stronę i uśmiechnął się do niego.
Nagle Potter usłyszał głośne trzaski. Przed nimi w odległości kiluset metrów zaczęły pojawiać się postacie w czarnych szatach i białych maskach na twarzach. Kiedy tylko zauważyli czekające na nich oddziały, zatrzymali się rozglądając się wokół.
Harry uśmiechnął się pod nosem. Ich zdziwienie oznacza, że Voldemort nie spodziewał się takiego przygotowania.
-LIBERTAS.- mruknął i zauważył, że osoby wokół niego robią to samo.
Potter spojrzał niepewnie na Doubina, który nieznacznie kiwnął głową. Harry wyciągnął przed siebie ręce. Zakreślił nimi łuk w swoją stronę, a następnie jakby coś odpychał skierował ręce w stronę ciągle przybywających śmierciożerców. Z jego dłoni wyleciał biały promień, który natychmiast odrzucił kilkunastu śmierciożerców. Zakon i aurorzy spojrzeli na niego z przerażeniem. Harry zignorował to i robiąc koło w powietrzu, wchłonął lecące w jego stronę zaklęcie.
Zaczęła się walka.
Potter ciągle walczył koło Jack’a, co jakiś czas nawet wyczarowywali sobie nawzajem tarczy, gdy drugi nie zauważył lecącego w jego stronę zaklęcia.
Szybko rozgorzała prawdziwa walka. Po łace, na której teraz nie było już nawet kępy trawy, latały róznokolorowe zaklęcia. Jednak Harry zauważył, że przeważają białe promienie Noirów.
Na początku widać było, że aurorzy jak i członkowie Zakonu Feniksa byli zdziwieni pojawieniem się Bractwa i ich mocą. Jednak po chwili musieli odsunąć od siebie te rozmyślania, bo w ich stronę leciało kilkanaście kolorowych zaklęć.
Nagle koło Harry’ego przeleciał zielony promień. Usłyszał za sobą zdziwiony krzyk. Kiedy się odwrócił ujrzał ciało rudowłosego chłopaka opadające na ziemię.
Harry’ego nie obchodziła w tym momencie walka. Wpatrywał się w ciało Rona leżące na ziemi. Jego najlepszy przyjaciel nie żył. Poczuł, że ktoś nim potrząsa. Spojrzał nieprzytomny na Jack’a.
-Harry! Wiem, że to był twój przyjaciel, ale musisz walczyć!- przekrzykiwał odgłosy walki.
Potter zobaczył jak prosto w plecy Blair’a leci czerwony płomień. Popchnął go w bok i nakreślił w powietrzy koło. Powstała biała tarcza, która wchłonęła zaklęcie.
Spojrzał na śmierciożerca, który rzucił zaklęcie. Wciąż nie mógł uwierzyć, że Ron umarł. Nienawidził śmierciożerców. Nienawidził wojny. Nienawidził Voldemorta.
Wyciągnął przed siebie ręce. Miedzy palcami strzelały mu białe błyskwice, było ich o wiele więcej niż zazwyczaj. Jedną ręką zrobił w powietrzy pionową kreskę, a drugą poziomą. Następnie je złączył, a z wewnętrznej strony wyleciał czarny płomień, który trafił w serce śmierciożercy. Kiedy upadł na zakrwawioną ziemię spadła mu maska z twarzy. To był Draco Malfoy.
Harry oddychał ciężko.
-Zabije was wzystkich. Nie daruje wam tego.- powiedział na głos.
Jack, który stał już obok spojrzał na niego zdziwiony, ale po chwili kiwnał głową ze zrozumieniem. Zrobił to samo co Harry i z jego dłoni również wyleciał czarny promień trafiając kolejnego śmierciożercę.
Teraz obaj rzucali śmiercionośne zaklęcia. Nie obchodziło ich to, że zabijają. Zrozumieli, że muszą.
Harry zauważył, że zaczęli wygrywać. Coraz więcej śmierciożerców leżało, albo martwych, albo nieprzytomnych na ziemi.
Nagle usłyszał za sobą przerażone krzyki. Odwrócił się szybko. Zobaczył czarną postać idącą wśród ciał śmierciożerców. Poczuł ostry ból blizny.
-Voldemort.- mruknął.
Wiedział, że teraz nadszedł czas spełnienia przepowiedni. Ruszył w stronę swojego największego wroga.
-Potter.- syknął, patrząc na niego czerwonymi oczami.- Puścili swojego Złotego Chłopca na wojne?- wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu.
-Sam przyszedłem.- odparł spokojnie.
Zdziwił się, że głos mu się nie trzęsie ze zdenerwowania. Nie bał się. Był przygotowany na swoją śmierć od czasu, gdy usłyszał przepowiednię. Czuł tylko jak buzuję w nim złość. Wszystkie wspomnienia popełnionych przez Voldemorta zbrodni powróciły. Jego rodzice, Syriusz, Dumbledore, a teraz jeszcze Ron. To przepełniło czarę goryczy.
-CRUCIO.- krzyknął Voldemort.
Harry spokojnie nakreślił w powietrzy koło, a przed nim utworzyła się duża, biała tarcza, która natychmiast wchłonęła zaklęcie.
Zauważył, że Voldemort patrzy na to ze zdziwieniem, ale już po chwili uśmiechnął się ironicznie.
-Widze, że czegoś się zdąrzyłeś nauczyć przez ten rok, Potter.- syknął.
-Żebyś wiedział.- spojrzał na niego z nienawiścią.
Zobaczył, że Voldemort spojrzał na chwilę w bok i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Harry, pełny złych przeczuć odwrócił się w tamtą stronę. Zobaczył tylko promień lecący w jego stronę. Nie zdąrzył nic zrobić. Poczuł okropny ból, jakiego jeszcze nigdy nie czuł. Upadł na ziemię, a z jego gardła wydobył się niechciany wrzask bólu. Jak przez mgłę zauważył, że kilka osób spojrzało na niego z przerażeniem. Wydawało mu się, że widział też twarz Jack’a, ale nie był tego pewny. Poczuł jak opuszczają go siły.
Umieram... Tylko to słowo nasuwało mu się na myśł.
Nie mogę jeszcze... Pomyślał.
Nagle zobaczył przed oczami uśmiechniętych rodziców, następnie Syriusza śmiejącego się z nim radośnie, Rona grającego w szachy, Hermionę uśmiechającą się znad stosu książek, Remusa klepiącego go na pożegnanie, wszystkich Weasley’ów siedzących przy stole w Norze, ciocię Mary, małą Ann patrzącą na niego wielkimi oczami, Ginny uśmiechającą się do niego radośnie.
Przyjaciele... Ginny... Dziecko... Nie może ich tak zostawić...
-Udało ci się.- usłyszał melodyjny szept.
Poczuł jak ogarnia go spokój, a ból ustaje. Czuł, że nic mu nie grozi. Czuł w sobie moc, której nigdy wcześniej nie używał. Z jego serca zaczęły wylatywać cztery promienie: złoty, srebrny, biały i czarny. Kiedy otworzył oczy zauważył, że wznoci się kilkanaście metrów nad ziemią. Nikt nie walczył, wszyscy się w niego wpatrywali. Promienie oplotły go, a po chwili zmieniły się w gęstą, czterokolorową mgłę. Po chwili zaczęła się formować. Voldemortowi, śmierciożercom, aurorom, Noirom i Zakonowi ukazał się przedziwny widok. Na niebie pojawił się ogromy, biały, lekko przezroczysty feniks. W samym jego środku znajdował się Harry. Rozłożył ręce, a tym samym momencie feniks rozpostarł swoje piękne skrzydła. Harry poczuł ogromne pokłady energii przepływające przez jego ciało. Jego szata natychmiast zmieniła się na srebrną z dużym feniksem na plecach. Nagle przez jego ciało przeszedł dreszcz, a z niego zaczęły wylatywać błyskawice. Trafiały w zdziwionych śmierciożerców powalając ich na ziemię. Kiedy już większość z nich leżała, Harry otworzył oczy. Kilka osób krzyknęło z przerażenia. Nie było widac źrenic, tylko białko.
Potter nie widział ze swojego ciała. Obserwował wszystko z czarnych oczu feniksa. Spojrzał na Voldemorta.
-Nadszedł twój czas.- z ust Potter’a wydobył się chrapliwy głos.
Harry złożył ręce, a w tym samym czasie feniks złączył swoje skrzydła. Z pomiędzy nich wyleciał gruby, czarny promień, który z zawrotną szybkością ruszył s stronę Voldemorta.
-PROTEGO.- krzyknął machając różdżką.
Promień zmiótł jego tarczę i uderzył prosto w pierś. Przez chwilę nic się nie działo. Nagle wokół Voldemorta pojawił się czarny ogień. Lord krzyknął przeraźliwie. Wszyscy wpatrywali się w to z przerażeniem. Po minucie na ziemii leżała tylko kupka popiołu.
-Żaden z nich nie może żyć, gdy drugi przeżyje.- po polu walki rozniósł się dziwnie zmieniony głos Harry’ego.- Przepowiadnia została spełniona.
Feniks rozpostarł skrzydła, a Harry rozłozył ręce. Nagle wyprężył się w agonii. Poczuł ogromne ciepło w całym ciele, które zmieniło się w parzące gorąco. Spod zaciśniętych powiek zaczęły lecieć łzy, które były złote. Feniks zaczął się rozmazywać. Po chwili była to już tylko gęsta mgła oplatająca ciało Potter’a. Nagle Harry z kilkunastu metrów spadł na ziemię. Jęknął z bólu. Ostatnie co zobaczył to białą kropkę na niebie.
**
Słyszał nad sobą jakeś szepty. Spróbował otworzyć oczy, ale natychmiast je zamknął. Spróbował jeszcze raz. Przez chwilę widział wszystko rozmazane. Jednak kiedy tylko jego oczy przyzwyczaiły się do światła zabaczył, że leży w białym pomieszczeniu. Koło jego łóżka stała zapłakana Ginny, Hermiona, Remus, Tonks, profesor McGonagall, Doubin, Jack, ciocia Mary, Ann i wszyscy Weasley’owie.
-Czemu was tu jest tak dużo?- odezwał się lekko zachrypniętym głosem.
Wszyscy natychmiast odwrócili się w jego stronę.
-Harry!- Ginny rzuciła się mu w ramiona płacząc przy tym głośno.
Potter objął ją ramieniem i uśmiechnął się do reszty.
-Zrobiłeś to, Harry. Zrobiłeś...- podszedł do niego Doubin.
-Wiem. Wszystko pamiętam.- uśmiechnął się do niego, ale po chwilę spochmurniał.
-A...- zająkał się.- Co z Ronem?- spytał niepewnie.
Pani Weasley natychmiast wybuchnęła płaczem. McGonagall poklepała ją pocieszająco po ramieniu.
-Nie żyje.- opowiedział mu Jack.
-Voldemort zdąrzył zabić jeszcze jedno ważną dla mnie osobę zanim go zabiłem.- pokręcił głową z żalem, a z jego oczu popłynęły łzy.
Nagle usłyszał przepiękny śpiew, który natychmiast go uspokoił. Nigdy w życiu nie słyszał czegoś takiego. Przez otwarte okno wlaciał biały feniks. Usiadł na kolanach Harry’ego. Potter zauważył, że zwierzę ma czarne oczy i lekko srebrne niektóre pióra.
-Witaj, Harry.- usłyszał melodyjny głos.
-Co? Ty mówisz?- zdziwił się Potter, a wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu patrzyli zdziwieni to na niego to na ptaka.
-Tylko ty mnie słyszysz. Porozumiewam się z tobą telepatycznie. Odpowiadaj mi w myślach.
-Kim jesteś?- zapytał już nie na głos.
-Jestem Vexat, twój feniks.
-Mój?!- wyrwało się mu z ust.
-Tak.- odparł lekko rozbawionym głosem feniks, przekręcając głowę i wpatrując się w niego.- Po zabiciu Voldemorta przywołała mnie twoja moc. Byłem ci przeznaczony od urodzenia, ale musiałem czekać aż będziesz gotowy.
-Ach... Ale dlaczego feniks Merlina zniknął po jego śmierci?- zapytał w myślach.
-Merlin nie miał żadnych dzieci, przez co nie miał też następcy. Tylko jego następca może być właścicielem białego feniksa.- odpowiedział spokojnie.- Tuż przed ostatecznym spaleniem Biały zniósł jedno jajo. To byłem ja. Wyklułem się w dzień, kiedy Voldemort zniknął i zostawił na twoim czole tę bliznę. Od urodzenia byłem z tobą połączony specjalną więzią. Odczuwam twoje silniejsze emocje. Kiedy ty zginiesz, zginę też ja.- zakończył.
-Harry, o co tu chodzi?- odezwał się Doubin.
-To jest Vexat.- odparł wciąż wpatrując się w feniksa.- Jak dobrze wiesz mogę się z nim porozumiewać telepatycznie. Powiedział mi, że jest potomkiem białego feniksa Merlina i został powiązany ze mną, kiedy Voldemort chciał mnie zabić. Wtedy też się wykluł. Jednak dopiero teraz przywołała go moja moc. Zostanie ze mną do śmierci.- uśmiechnął się do ptaka, a on wydał z siebie piękny dźwięk.
**
Minęły już dwa miesiące od śmierci Voldemorta. Weasley’owie zaczęli powoli otrząsać się ze śmierci Rona. Harry ciągle czuł ból po stracie przyjaciela. Na szczęście miał przy sobie Vexata, z którym potrafił rozmawiać godzinami. Ptak rozumiał go jak nikt i potrafił udzielić trafnych rad. Często rozmawiał też z Ginny, ciesząc się jej towarzystwem.
-Ginny...- spojrzał na swoją dziewczynę, gdy szli leśną dróżką, między drzewami niedaleko Nory.
-Tak?- spojrzała na niego.
-Wiesz, że cię kocham?
Pokiwała głową uśmiechając się do niego radośnie.
-Chcę być z tobą przez całe życie.- wyjął z kieszeni małe, czarne pudełeczko.- Dlatego...- ukląkł przed oniemiałą dziewczyną.- Ginny, czy zostaniesz moją żoną?
W oczach dziewczyny zaczęły zbierać się łzy, które po chwili spłynęły po jej policzkach. Kiwnęła głową, niemogąc wykrztusić słowa. Harry włożył jej na palec delikatny srebrny pierścionek z małym diamentem.
-Kocham cię, Harry.- szepnęła i pocałowała go mocno zaszucając mu ręce na szyje.
Potter porwał ją w ramiona i obrucił wokół. Oboje śmiali się szczęśliwi.
-Ginny, myślę, że powinniśmy im dzisiaj powiedzieć o zaręczyznach i... o dziecku.- z uśmiechem pogładził jej brzuch lekko już wypukłu brzuch, który ukrywała pod obrzerniejszym swetrem.
-Tak, myślę, że powinniśmy to w końcu zrobić.- pocałowała go jeszcze raz, po czym trzymając się za ręce wrócili do Nory.
Na wieczór pani Weasley zrobiła pyszną kolację, na której pojawiła się cała rodzina Weasley’ów. Przyszli nawet Lupin z Tonks trzymając się z radością za ręce. Pani Weasley zdąrzyła się też zaprzyjaźnić z panią Blair, więc został też zaproszony Jack, Ann i ciotka Harry’ego.
Kiedy po zjedzeniu kawałka ciasta każdy zajął się rozmową Harry spojrzał niepewnie na Ginny. Kiwnęła głową uśmiechając się do niego.
Odchrząknął głośno. Wszyscy spojrzeli w jego stronę.
-Chciałem... To znaczy chcieliśmy coś ogłosić.- powiedział łapiąc Ginny za ręke.- Dzisiaj oświadczyłem się Ginny, a ona się zgodziła.- uśmiechnął się do niej radośnie.
Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na nich zdziwieni.
-Rozumiem, że się kochacie...- odezwała się pani Weasley.- Ale może powinniście poczekać z tym jeszcze trochę. Jesteście bardzo młodzi. Poza tym Ginny nie skończyła jeszcze szkoły. Ty też, Harry.- zakończyła.
Harry zmieszał się trochę.
-Wiem, że jesteśmy młodzi, ale...- zająkał się. Wziął głęboki wdech.- Będziemy mieli dziecko.
Pani Weasley wstała energicznie, a następnie opadła na krzesło otwierając, co chwilę usta jakby chciała coś powiedzieć. Pan Weasley zbladł. Reszta wpatrywała się w nich niewierząc w jego słowa. Tylko Jack wysłał mu pocieszający uśmiech.
-Który to miesiąc?- zapytała Hermiona.
-Czwarty,- odpowiedziała Ginny.- Mamo... Przepraszam, my nie chcieliśmy, żeby to tak wyszło.
-Pani Weasley, my już wszystko przemyśleliśmy. Weżmiemy ślub jak najszybciej. Rozmawiałem już z profesor McGonagall. Zgodziła się, żebyśmy zdali z Ginny OWTM-y za rok. Sam będę uczył Ginny w domu.
-A gdzie wy zamieszkacie?- zapytała zrezygnowanym głosem pani Weasley.
-W Dolinie Godryka.- uśmiechnął się do zdziwionego Lupina.- Odremontowałem dom.
-Czemu mi nie powiedziałeś?- spojrzała na niego zdziwiona Ginny.
-Bo to miał być prezent.- wyszczerzył się do niej za co dostał buziaka.
-A z czego będzicie żyli?- zapytał się pan Weasley, patrząc na niego z mieszanymi uczuciami.
-Przez najbliższy rok z oszczędności moich rodziców, a potem...- chrząknął i spojrzał na Jack’a, który wyszczerzył się do niego ironicznie.
-Nie mów mi, że nie powiedziałeś im jeszcze, że zostałeś Najwyższym w Bractwie.- zaśmiał się.
-No... Tak jakoś wyszło.- uśmiechnął się przepraszająco.- Zupełnie o tym zapomniałem.
-Najwyższym?!- krzyknął Remus.
-No... tak... William stwierdził, że należy mu się zasłużona emerytura i że ja powinienem zająć jego miejsce.- uśmiechnął się niepewnie.
-To akurat było pewne.- zaśmiał się Jack, a Harry zgromił go wzrokiem.
-Wie pan...- zwrócił się do pana Weasley’a, chcąc odpowiedzieć na jego pytanie.- Jako że Bractwo się ujawniło, będę miał teraz dużo roboty. Poza tym każdy członek Rady dostaje pensje.
-Taaak.- zaśmiał się Blair.- A Najwyższy cztery razy więcej. Poza tym ma własną, ogromną kwaterę w zamku, co zdąrzyliśmy już sprawdzić. Prawda, Harry?- wyszczerzył się do niego, a Harry spojrzał na niego z politowaniem.
-Ale...- zająkała się pani Weasley.- Czy wy sobie poradzicie?
-Oczywiście, pani Weasley.- objął uśmiechniętą Ginny.- Kocham Ginny i pokochałem to dziecko, kiedy tylko się o nim dowiedziałem, a to jest najważniejsze.
Pani Weasley wybuchnęła płaczem, tłumacząc po chwili, że to z radości i że zaraz się uspokoi. Następnie cały wieczór Harry i Ginny dostawali gratulacje.
**
EPILOG
5 MIESIĘCY PÓŹNIEJ
-Harry, myślisz, że to będzie dziewczynka czy chłopczyk?- rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do swojego męża gładząc swój pękaty brzuch.
-Ja bym wolał córkę.- położył się koło niej na ogromnym łóżku i spojrzał na nią z miłością.
-A ja myślę, że to będzie chłopiec.- zaśmiała się perliście.- I będzie miał takie roztrzepane, czarne włosy jak jego tata i...- nagle na jej twarzy pojawił się grymas bólu.
Wzięła głęboki wdech i złapała się kurczowo za brzuch.
-Ginny, co ci jest?- krzyknął przerażony Potter.
-Harry...- wyszeptała, biorąc ciężko oddech.- Zaczęło... Zaczęło się...
-Jak to zaczęło?- spojrzał na nią przerażony.- Przecież do terminu został jeszcze tydzień.
-Wiem przecież.- warknęła.- Widocznie twoje dziecko wdało się w ciebie. Nigdy nie przestrzegałeś zasad.- spojrzała na niego złośliwie, ale już po chwili krzyknęła z bólu.
-Ginny, poczekaj... Zaraz wróce... Pójdę po Pomfrey.- już chciał wybiec z pokoju jak jego żona złapała go za rękaw.
-Pospiesz się.- jęknęła.
Kiwnął głową i wybiegł z sypialni. Zbiegł, przeskakując po kilka schodków i stanął na środoku przestronnego salonu nie wiedząc co zrobić.
Nagle klepnął ręką w czoło.
-Vexat.- powiedział głośno, a przed nim pojawił się biały feniks.
-Wzywałeś mnie, Harry?
-Tak, Ginny rodzi!- krzyknął w myślach przerażony.- Zaniesiesz informacje do Pomfrey w Hogwardzie.
Machnął ręką, a przed nim pojawiła się biała kartka. Po chwili zaczęly na niej pojawiać litery. Przywiązał kawałek papieru do nóżki feniksa, a ten natychmiast znikł. Nie minęła minuta, a w salonie teleportowała się pielęgniarka szkolna z ogromną torbą eliksirów.
-Gdzie jest, panna... Przepraszam, to znaczy pani Potter?- spytała natychmiast.
-Na górze w sypialni.
Harry już chciał pójść za nią, jednak kobieta go zatrzymała.
-Panie Potter, proszę tu poczekać. Zawołam pana jak będzie po wszystkim.- Harry kiwnął niepewnie głową i odprowadził wzrokiem wbiegającął po schodach kobietę.
Zaczął chodzić w kółko po salonie. Nagle usłyszał przeraźliwy krzyk swojej żony. Nie mógł tego wytrzymać. Skupił się na wiadomości do Jack’a szepcząc „Mittere”. Przed nim pojawiła się biała karteczka, która po chwili znikła w płomieniu. Po kilku minutach na środku salonu pojawił się Blair.
-Jak to rodzi?- spojrzał na niego z przerażeniem.
-Przed chwilą zaczęła. Nie wiem co mam robić.- usiadł na sofie, a w po domu rozniósł się właśnie krzyk Ginny. Potter zerwał się z kanapy i chciał już ruszyć do żony, ale zatrzymał go Jack.
-Uspokój się.- powiedział cicho.- Pomfray się nią zajmie. Poinformowałeś Weasley’ów?
Harry spojrzał na niego nieprzytomnie.
-Weasley’ów? Na Merlina, zupełnie zapomniałem!- krzyknął.
Podbiegł do kominka z czerwonej cegły. W biegu złapał gustowny dzbanek, na których namalowane były małe różyczki i wysypał z niego trochę proszku fiu. Sypnął nim w kominek i wsadził w niego głowę, mówiąc „Nora”. Prawie zachłysnął się pyłem. Po chwili wszystko zaczęło mu wirować i w końcu zobaczył znajomy pokój w Norze.
-Pani Weasley!- krzyknął.
-Harry, stało się coś?- do pomieszczenia wbiegła pani Weasley, a za nią jej mąż i bliźniacy.
-Ginny rodzi!- krzyknął od razu.
-Rodzi?! Zaraz będziemy, Harry.- odparła przerażona.
Harry wysunął głowę z kominka i znowu zaczął chodzić w kółko po salonie. Jack obserwował go z fotela. Nagle słychać było cztery trzaski i po chwili w pomieszczeniu pojawili się już Weasley’owie.
-Harry, jak to rodzi? Gdzie ona jest?- przerażona pani Weasley zasypała go gradem pytań.
W tym momencie po domu rozniósł się kolejny krzyk bólu, który szybko ucichł i pojawił się głośny płacz. Harry z przerażeniem odwrócił się w stronę schodów i wbiegł po nich, nie przejmując się biegnącymi za nim Weasley’ami i Jack’iem. Otworzył z rozmachem dzwi do swojej sypialni.
Na łózku leżała uśmiechnięta, ale bardzo blada Ginny. Włosy miała w nieładzie, a po czole spływały jej strużki potu. Tylko oczy świeciły dziwnym, radosnym blaskiem. W ręce trzymała coś dużego zawinięte w prześcieradło. Pani Potter podniosła głowę i spojrzała na swojego męża.
-Harry, podejdź tu i zobacz jacy oni są piękni.- wyszeptała płacząc.
-Oni?- Harry spojrzał na nią z przerażeniem.
-To bliźniaki, panie Potter.- odpowiedziała mu uśmiechnięta pielęgniarka.
-Bliźniaki?- wyszeptał zachrypniętym głosem.
Po chwili ciekawość zwyciężyła z przerażeniem i powoli ruszył w stronę swojej żony. Usiadł koło niej na skraju łóżka.
-Spójrz.- szepnęła i odsunęła lekko prześcieradło odsłaniając twarz dzieci.
Dziewczynka miała krótkie, brązowe włosy i zielone oczy. Natomiast chłopiec patrzył na niego ciemnobrązowymi oczami spod dość bujnej jak na noworodka roztrzepanej czarnej czupryny.
-Są... Śliczni...- westchnął Harry.
Nad nimi stanęli Weasley’owie i Jack przyglądając się dzieciom.
-Moje pierwsze wnuki.- szlochała pani Weasley wtulając się w ramię swojego męża.
-I pomyśleć, że nasza mała siostrzyczka została mamuśką.- zaśmiał się jeden z bliźniaków.
-Właśnie, George. My tych małych nauczymy jak roznieść Hogwart za 11 lat.- poparł brata Fred.
-No, Harry... Postarałeś się.- zaśmiał się Jack.
Harry spojrzał na niego ze sztucznym wyrzutem.
-A ty z Hermioną, kiedy postanowicie powiększyć rodzinę?- uśmiechnął się do niego wrednie.- Ann ostatnio mówiła mi, że bardzo chciała by mieć braciszka albo siostrzyczkę.- zaśmiał się z miny kuzyna, ale po chwili znowu spojrzał na swoje dzieci napawając się ich widokiem.
-Macie już imiona?- spytał uśmiechnięty Blair przypatrując się dzieciom.
Harry spojrzał na szczęśliwą Ginny i kiwnął głową.
-Tak, Lucas i Maggie Potter.- spojrzał z miłością na swoje dzieci, które właśnie zasnęły.
Pomyślał o rodzicach, Syriuszu, Dumbledore’ze, Ronie... W tej chwili czuł, jakby byli blisko niego.
_____
Co o tym sądzicie? Proszę... skomentujcie to...
ASik
komentarze [13]pamiętam >> sobota, 6 października 2007 21:39:20
Spokojnie, nie zapomniałam o Was. Jak mówiłam rozdział jest już napisany, ale dmaryniadd też ma swoje życie i trochę jej zajmuje betowanie. Ważne, że zakończeniowy rozdział na pewno będzie ;)
Pozdrawiam
ASik vel Nessa
ASik
komentarze [11];) >> czwartek, 30 sierpnia 2007 00:14:11
Zaczęłam pisać 13 stronę, więc bądźcie pełni nadzieji xD
ASik
EDIT Z DNIA 2.09:
Mam nadzieję, że to dobra wiadomość. Właśnie skończyłam ostatecznie rozdział i wysłałam go do bety ;) Za kilka dni powinien się pojawić- teraz wszystko zależy od niej :)
Jest 19 stron :D (to jest najdłuższe coś, co w życiu napisałam)
Pozdrawiam
ASik
ASik
komentarze [9]hm... >> wtorek, 31 lipica 2007 21:37:59
Dziękuję za adresy, ale już przeczytałam 7 tom ;)
Właśnie... po przeczytaniu zaczęłam się zastanawiać czy to ma jeszcze sens. Czy ma jeszcze sens to, że męczę się z tą z otatnią notką... chyba nie ma. Nie wiem, jeszcze się zastanowię. Dajcie mi trochę czasu. Jednak teraz jestem bliżej skasowania tego bloga niż napisania reszty notki.
ASik vel Nessa
EDIT: ( z 19 sierpnia)
Mam 6 stron notki. Właśnie ją piszę (zmuszam się, ale przynajmniej piszę). dzisiaj na pewno nie skończe. Nie wiem kiedy, jeszcze mi trochę tego zostało... Nie będe obiecywać, bo znowu nie dotrzymam słowo. Ale staram się...
ASik
ASik
komentarze [10]UWAGA! UWAGA! >> sobota, 28 lipica 2007 21:48:10
SZUKAM TŁUMACZENIA 7 TOMU. JEŚLI KTÓS ZNA TAKĄ STRONĘ TO PROSZĘ, NIECH SIĘ ODEZWIE DO MNIE PRZEZ GG- 3459067.
:)
p.s. nie wiem kiedy będzie notka, mam tylko 1,5 str i pewne trudności z resztą.
ASik vel Nessa
ASik
komentarze [5]ogłoszenie >> piątek, 1 czerwca 2007 17:31:14
Wiem, że mówiłam, że notka pojawi się na początku maja, ale nie wyszło. Dopiero dzisiaj zacząłam ją pisać. Nie wiem, kiedy będzie, może w wakacje. Ale będzie na pewno. Powiadomie Was.
Z przeprosinami (znowu)
ASik
ASik
komentarze [8]Ogłoszenie, ale WAŻNE >> środa, 4 kwietnia 2007 20:24:46
Podjęłam bardzo wżną decyzję dla siebie i dla tego bloga. Chodzi mi o jego przyszłość, a właściwie... jej brak. Może już się domyślacie albo domyślaliści od pewnego czasu.
Nie będę już pisać...
Czuję się teraz wrednie. Sama nigdy nie lubiłam, jak ktoś przerywał pisanie, a teraz sama muszę to zrobić. Jedyne co mogę powiedzieć to to, że jest mi naprawde cholernie przykro, że tak to się musiało skończyć. Już od pół roku zastanawiałam się nad zakończeniem tego bloga. Trzymało mnie tu tylko to, że naprawde lubie pisać, ale nie to... już nie to... Uzmysłowiła mi to pewna osoba... Oczywiście, nie chodzi mi o to, że nagle przestałam lubić HP, ale poprotu mój stosunek do niego trochę się zmienił. Chyba w moim przypadku nazywa się to dorastaniem albo brakiem weny twórczej w tym temacie albo znudzieniem albo cholera wie jeszcze czym.
Może zacznę pisać coś związanego z fantastyką, ale ne pewno już nie z HP. Wystarczyły mi te 2 blogi.
Jedyne co mogę wam teraz powiedzieć i mam nadzieję, żę trochę Was pocieszy to to, że obmyśliłam zakończenie tego FF. Jeśli tylko będziecie chcieli mogę je opisać, ale nie w dużym skrócie. Postaram się opisać je jak najdokładniej, skracając tylko niektóre momenty(miesiące z szukaniem horkruksów), ale mam zamiar dość dokładnie opisać ostatnią walkę i nie tylko :). Jeśli tylko wyrazicie taką ochotę to zrobię to, ale dopiero na początku maja, kiedy będę miała wolne i napiszę w końcu egzaminy.
Naprawdę żałuję i jest mi bardzo przykro, że tak to muszę skończyć, ale naprawdę inaczej już nie potrafię... Próbowałam...
ASik
komentarze [19]
|Lay by
Snickers
©
|For
harry-potter-tom-7|